BAJKA NA DOBRANOC
Już trzeci dzień krlewicz Henryk siedział
zasmucony na wielkim głazie pod murami zamku królewny Klaudii.
Klaudia nie chciała go dopuścić do siebie. Jednego dnia się kąpała, drugiego ubierała,
a tego dnia myła i suszyła włosy, a że miała je bardzo długie, Henrykowi powiedziano,
że także potrwa to bardzo długo. Było już południe, ale rzeczywiście z pobliskiego okna
dolatywał szum suszarki elektrycznej i lekko fałszywy kobiecy śpiew.
Zasmucony Henryk siedział więc dalej na głazie,
gdy nagle podeszła do niego jakaś drobna, wiotka istotka. Potykała się co chwila o zbyt
długą suknię, ale jej twarz rozjaśniał promienny uśmiech.
- A ty wciąż tu siedzisz? - zapytała wesoło, ale i współczująco zarazem.
- A cóż mam robić? - powiedział smutno królewicz Henryk.
- Czekam i staram się nie tracić nadziei.
- Znów cię nie wpuściła - rzekła drobna istotka z dziwnym błyskiem w oku
i poprawiła wyraźnie za dużą na jej małą główkę stożkowatą czapkę z długim welonem.
- Ach, gdyby pozwoliła mi choć raz z sobą porozmawiać - westchnął Henryk.
- Jestem w końcu wcale przystojnym królewiczem, umiem też ładnie mówić, znam dwa wierszyki
na pamięć, z pewnością więc zdobyłbym jej serce, choćby było i z kamienia...
Ale ona nie daje mi nawet najmniejszej szansy!
- Masz szczęście, żeś spotkał mnie! - zawołała istotka w stożkwatej czapce.
- Wróżka Zenobia do usług. Masz problemy sercowe? Masz kłopoty w pracy? Zadzwoń! 0-022 36 459... Och, przepraszam. Zapomniałam,
że to nie reklama w telewizji. A więc trafiłeś na odpowiednią osobę!
Doprowadzę cię do pięknej królewny Klaudii - jakem Zenobia!
- Naprawdę!? - zawołał królewicz.
- Naprawdę - powiedziała Zenobia. - Za mną!!
I poszła wzdłuż muru, stukając w niego swą czarodziejską różdżką w kształcie gwiazdki.
- O! - zawołała. - To tu! Tajemne wejście do komnat królewny.
I rzeczywiście, w murze ukazały się niewielkie, drewniane drzwiczki.
- Za mnąąąąąooooaaaa! - wrzasnęła Zenobia, ginąc w ciemnościach zapadni, jaka znajdowała się za progiem.
Niewiele myśląc Henryk skoczył za nią w tę ciemną czeluść - jak krzyczy: “za mną”, to trzeba słuchać! Spadali długo, aż wreszcie znaleźli się w niwielkim,
mrocznym pomieszczeniu o kamiennych ścianach. Zenbia, poprawiając czapkę, która spadła jej na oczy i wyplątując się
z niemałym trudem z welonu i długiego trenu swej sukni, wstała powoli.
- Drobna zmiana planów - powiedziała. - Ale wyciągnę cię z tego! Nic się nie martw!
Henryk rozejrzał się dookoła. Nie, nie było tu przyjemnie i z pewnością nie była
to komnata królewny.
- Holender! - zawołała Zenobia, waląc różdżką w ścianę. Różdżka wydawała dziwne odgłosy i lekko iskrzyła.
- Znów się popsuła. I to akurat teraz! Te dzisiejsze różdżki są coraz gorsze. Psują się już po dwóch tygodniach.
A oczywiście są coraz droższe. Ale to nic. Mam jeszcze czarodziejski pantofelek. Magiczny kopniak w ścianę powinien wybawić nas z opresji
- to mówiąc Zenobia z rozmachem kopnęła kamienny mur. Lekko zawyła z bólu, coś zaskwierczało, a w pomieszczeniu pojawił się duży,
złocisty smok o wściekłych, przekrwionych oczach i dwóch rzędach ostrych, lśniącobiałych zębów. Smok kłapnął paszczą tuż przed nosem Zenobii.
- Cóż za uzębienie! - powiedziała z uznaniem.
Zadowolony potwór uśmiechnął się i rzekł:
- Pasta DENOLUX !! Polecam! Zapobiega próchnicy i neutralizuje atak zębów na kwasy, czy tam odwrotnie.
Ale prawda, wam nie będzie już potrzebna - przypomniał sobie smok. - Czas na moją przekąskę! Które pierwsze!?
Zenobia krzyknęła przerażona. Ale Henryk zawołał:
- Nie będzie żadnej przekąski! - Chwycił swymi silnymi rękami smoka za głowę i skręcił mu sprytnie kark.
Tylko coś chrupnęło.
- Ach, jakiś ty dzielny! - powiedziała Zenobia.
- E, to nic wielkiego - rzekł królewicz. - Lata praktyki. Nie takie smoki zabijałem! W mojej rodowej
puszczy co dzień mocuję się z niedźwiedziami, ot tak, dla rozgrzewki!
- Teraz wam się już nie uda! - zawołał nagle jakiś głos, a na jednej ze ścian ukazała się w olbrzymim
powiększeniu głowa królewny Klaudii.
- Klaudia! - zawołał królewicz i poczuł błogość w sercu.
- Cha! Cha! - zaśmiała się chrapliwie Klaudia. - Nie rób takich maślanych oczu.
Ta idiotka wpisała was w moją grę komputerową. Macie trzy życia, ale potem giniecie naprawdę. Nie życzę wam szczęścia,
bo nie chcę przegrać. Gracie po stronie komputera i macie właściwie duże szanse, bo dopiero uczę się tej gry...
- Klaudio, co ty mówisz - zawołał Henryk. - Kocham cię, chcę się z tobą ożenić!
- Spójrz lepiej pod nogi, głupcze - rzekła Klaudia. - Chyba was załatwiłam.
Henryk spojrzał w dół, jak mu kazała królewna. Całe pomieszczenie z wolna wypełniało się wodą,
a jej poziom powoli się podnosił.
- Żegnam - powiedziała Klaudia. - Macie jeszcze dwa życia. Cha! Cha!
- Coś ty narobiła! - zawołał Henryk do Zenobii. Zdenerwował się nie na żarty. Woda sięgała im już do kolan!
- Nie krzycz na mnie - płaczliwie powiedziała Zenobia. - Chciałam jak najlepiej.
Ale znów mi nie wyszło. Wszystko jak zwykle popsułam. Wyrzucili mnie już z kilku bajek,
teraz wyrzucą mnie i z tej... Chciałam być po prostu pożyteczna... Chciałam się na coś przydać...
Jak człowieka tak ciągle wyrzucają i nic mu się nie udaje, to jest to bardzo przykre... Auuuu! Jestem do niczego!
- i rozpłakała się tak gwałtownie, że poziom wody, i tak stale rosnący, podskoczył nagle o kilka centymetrów.
- No nie płacz - powiedział poważnie zaniepokojony Henryk. - Już dobrze, tylko nie płacz.
- Boję się - zawyła Zenobia. - Nie chcę umierać, nawet jeśli rzeczywiście mam jeszcze dwa życia.
Woda sięgała Henrykowi już powyżej pasa, a że Zenobia była znacznie niższa, stała w wodzie zanurzona po pachy.
- Boję się - zawołała ponownie. Henryk przygarnął ją do swej męskiej, szerokiej piersi. Żal zrobiło mu się tej drobnej istotki.
Zresztą wydała mu się nawet niebrzydka. Woda sięgała Zenobii już po szyję. Henryk podniósł wróżkę do góry. Właściwie to była nawet ładna.
Woda przybierała coraz bardziej. Henryk spojrzał w dwoje przerażonych, zielonych oczu Zenobii. Właściwie to była piękna i taka bezbronna...
Gniew zawrzał w szlachetnej piersi młodego królewicza, gniew słuszny, a równie słuszne oburzenie wstrząsnęło całą jego rosłą i silną postacią.
- Nie!!! - krzyknął nagle. Wyciągnął gwałtownie w górę swą potężną prawicę i ... stłukł monitor komputera Klaudii.
Bez trudu wyskoczył z ekranu, pomógł wyjść Zenobii - długa, mokra suknia nieco krępowała jej ruchy. Klaudia stała osłupiała przed nimi.
Miała teraz bardzo głupią minę.
- Właściwie to wcale nie potrzebuję tej zarozumiałej królewny - powiedział Henryk do Zenobii, którą trzymał teraz na rękach.
- Wezmę za żonę ciebie!
- Och! - zawołała Zenobia, spojrzała mu czule w oczy i wytknęła język Klaudii.
- Woda ciągle przybiera - z niepokojem zauważyła Klaudia. Była chyba trochę przestraszona.
- Radź sobie sama - powiedział Henryk. - To twój komputer!
<
- Masz przecież z pewnością jeszcze ze dwa życia - powiedziała szczęśliwa Zenobia. I oboje wyszli z komnaty królewny,
a potem żyli długo i szczęśliwie, no i mieli dużo, dużo dzieci. Ale to już inna bajka.
P.S. Klaudii nic się nie stało. Po prostu wyciągnęła wtyczkę z gniazdka i komputer przestał działać.